La La Land, Ryan Gosling, Emma Stone

Każdy marzyciel ma swój słodko-gorzki La La Land

Centrum Warszawy, zimowy wieczór, podświetlony Pałac Kultury i ludzie kręcący się bez celu w pasażu na Marszałkowskiej. Wracałam z pracy, jak zwykle zmęczona życiem i w humorze w kategorii z tych „na granicy rozpaczy”. Schodziłam do metra, gdy w oczy rzucił mi się plakat z tańczącą parą szczęśliwych ludzi. „Kochajmy marzycieli” – przeczytałam, ze zdziwienia zmarszczyłam czoło i poszłam dalej, myśląc jakie to infantylne i banalne. W domu przeczytałam, że La La Land otrzymał 7 Złotych Globów i liczne nominacje do Oskara. Film o marzycielach i w dodatku musical? Chciałam to zobaczyć.

Idąc do kina, wcale nie nastawiałam się na fajerwerki. Musicale dotąd omijałam szerokim łukiem, zwłaszcza, że ciągle miałam w pamięci Moulin Rouge, na którym się niesamowicie wynudziłam. Dlaczego tym razem postanowiłam się przełamać? Powodów było kilka. Muzyka, zwiastuny i liczne, pozytywne recenzje. Nie da się ukryć – jestem podatna na marketingowe sztuczki, ale żeby krytykować lub chwalić jakikolwiek film, musiałam i chciałam go najpierw zobaczyć. Nie bez znaczenia była też obsada aktorska – Ryan Gosling – bądź co bądź mój ulubiony aktor, i irytująco – intrygująca, wzbudzająca u mnie skrajne emocje – Emma Stone.

czytaj więcej

5 rzeczy, które sprawiają mi dużą przyjemność

Każdy z was na pewno ma takie dni, kiedy wraca z pracy do domu i marzy, żeby w końcu odpocząć – czy to leżąc na kanapie przed telewizorem, czy biegając po okolicy – każdy potrzebuje resetu. Ja po maratonach pracy po 12 godzin i dniach, kiedy zupełnie nie mam czasu na przyjemności, robię sobie przerwę. Mam ten komfort, że mogę ułożyć sobie zmiany w pracy w taki sposób, żeby w każdym miesiącu mieć przynajmniej 5 dni wolnego z rzędu. Jest to dla mnie szczególny moment zatrzymania się w codziennym pędzie, zastanowienia czego chcę od życia i czy aby na pewno wszystko zmierza w odpowiednim kierunku. Lubię wtedy sobie trochę podogadzać.

czytaj więcej