• SLOW LIFE

    Jutro będziesz szczęśliwy? Ale jutra może nie być…

    Znam to. Mówisz sobie – jutro wstanę wcześniej, pójdę pobiegać, zrobię sobie porządne śniadanie. Zawsze wychodzisz z domu w pośpiechu i zdrowe odżywanie kończy się na słodkiej bułce kupionej przy wejściu do metra. Idziesz do znienawidzonej pracy. Cały dzień odliczasz godziny, a nawet minuty do wyjścia, wielokrotnie zaciskając zęby ze złości. Może nawet masz jakiś pomysł na zmianę zajęcia, ale zupełnie nie wiesz jak go zrealizować, więc koniec końców wszystko zostaje po staremu – czyli nijak. Wracasz do domu po stresującym dniu i masz jedynie ochotę obejrzeć serial, zjeść trochę słodyczy i iść spać.

    Też tak miałam. I też mi się to nie podobało. Trzy lata minęły jak jeden dzień. Koniec studiów, pierwsza praca, dorosłe życie, proza życia i po drodze milion planów odłożonych na wieczne niespełnienie. Na końcu wniosek – nie tak to wszystko miało wyglądać!

  • SLOW LIFE

    Spełnij marzenia i zostań bohaterem SWOJEGO życia!

    Musisz skończyć studia. Musisz znać perfekcyjnie angielski, a najlepiej jeszcze jakiś inny język – może chiński?! (nie może to być jakiś tam hiszpański czy niemiecki – chiński robi wrażenie!). Koniecznie musisz pracować w super korporacji, ubierać według najnowszych trendów, a na wakacje jeździć w takie miejsca, żeby znajomym z pracy kopara opadła. Pomijam fakt bycia na bieżąco z nowinkami technologicznymi – najnowszy model telefonu to niezbędne minimum. Tylko co z tego, skoro jesteś recepcjonistą i nikomu nie jesteś w stanie zaimponować nawet jeśli staniesz na rzęsach? Gdzie jest miejsce na TWOJE marzenia?

    Na każdym kroku słyszę, że żyję w świecie ogromnych możliwości, więc muszę z nich korzystać! Nasi rodzice podobno nie mieli już aż tak dobrze – podróże za granicę były ciągle w sferze niespełnionych marzeń, w szkole uczyć można się było znienawidzonego wtedy rosyjskiego, a o studiach mało kto myślał, bo mając tylko maturę można było dostać niezłą pracę.

  • SLOW LIFE

    Szybka przyjaźń, szybka miłość, szybkie życie – tylko po co?

    Do relacji międzyludzkich zawsze podchodziłam bardzo idealistycznie. Każdy z resztą chyba miał w swoim życiu taki moment, kiedy wierzył w prawdziwą przyjaźń i miłość do grobowej deski. Gdy patrzy się na świat młodym, naiwnym i rozmarzonym wzrokiem – wszystko wydaje się możliwe. Przynajmniej tak było w moim przypadku. Szkoda, że później przyszła pora zejścia na ziemię. 

    Inspirująca przyjaźń

    W szkole podstawowej byłam ogromną fanką Ani z Zielonego Wzgórza i Tajemniczego ogrodu. Do dziś na wspomnienie tych dwóch książek robi mi się ciepło na sercu. Przyjaźń Ani i Diany zawsze była dla mnie punktem odniesienia w tworzeniu bliskich relacji z rówieśniczkami. Może dlatego miałam kilka wspaniałych przyjaciółek, a znajomości te – bardziej lub mniej intensywne – trwają do dziś. Na pewno sami zauważyliście, że przyjaźni z dzieciństwa nie jest w stanie zastąpić żadna kolejna – nic nie będzie już tak intensywne, tak niewinne i tak szczere.