Jutro będziesz szczęśliwy? Ale jutra może nie być…

Znam to. Mówisz sobie – jutro wstanę wcześniej, pójdę pobiegać, zrobię sobie porządne śniadanie. Zawsze wychodzisz z domu w pośpiechu i zdrowe odżywanie kończy się na słodkiej bułce kupionej przy wejściu do metra. Idziesz do znienawidzonej pracy. Cały dzień odliczasz godziny, a nawet minuty do wyjścia, wielokrotnie zaciskając zęby ze złości. Może nawet masz jakiś pomysł na zmianę zajęcia, ale zupełnie nie wiesz jak go zrealizować, więc koniec końców wszystko zostaje po staremu – czyli nijak. Wracasz do domu po stresującym dniu i masz jedynie ochotę obejrzeć serial, zjeść trochę słodyczy i iść spać.

Też tak miałam. I też mi się to nie podobało. Trzy lata minęły jak jeden dzień. Koniec studiów, pierwsza praca, dorosłe życie, proza życia i po drodze milion planów odłożonych na wieczne niespełnienie. Na końcu wniosek – nie tak to wszystko miało wyglądać!

Co masz zrobić jutro, zrób dzisiaj!

Ile razy obiecywaliście sobie: kiedyś nauczę się jeździć na nartach, kiedyś pojadę na wymarzone wakacje, kiedyś przebiegnę maraton, kiedyś założę rodzinę, kiedyś będę szczęśliwy. KIEDYŚ, ale jeszcze nie dziś. Ile razy odkładaliście swoje marzenia na później, licząc, że w przyszłości będziecie mieli więcej czasu, pieniędzy i entuzjazmu? Może ciągle czekacie na bardziej sprzyjające okoliczności. Wydaje nam się, że będziemy żyli wiecznie i na wszystko mamy jeszcze czas. Jednak to tylko złudzenie, bo nigdy nie wiadomo, ile tego czasu nam tak naprawdę zostało.

Jutra może nie być…

Miałam koleżankę. Taką z dzieciństwa. Długo nie miałyśmy kontaktu, po latach spotkałyśmy się przypadkiem, bo okazało się, że mamy wspólnych znajomych. Zwykła dziewczyna ze zwykłymi, codziennymi problemami, po przejściach ale z nadzieją spoglądająca w przyszłość. Świeżo zakochana, z błyskiem w oku, uśmiechała się sama do siebie, kiedy wracała z pracy do domu. Przez miesiąc obserwowałam jej radości, smutki i obawy. Zwykłe życie.

Dwa lata później wszystko się zmieniło – przyszła choroba. Odwiedziłam B. na warszawskiej onkologii, później gościłam ją w swoim wynajmowanym mieszkaniu i do dzisiaj pamiętam jej zapłakaną twarz. Ciekawa była, co u mnie. Otwarcie zazdrościła mi zwykłych, codziennych problemów, szukania pracy, każdego kolejnego dnia. Mówiła, że nie chce umierać. Mówiła, że chciałaby mieć dzieci. Zdążyła wziąć ślub i niedługo potem, już jej nie było. Jednak podczas leczenia, chwilowej poprawy, pokazała wszystkim dookoła, jak powinniśmy cieszyć się życiem. Na ile mogła – szalała. Przestała odkładać życie na jutro. Robiła wszystko, na co do tej pory brakowało jej czasu, odwagi, a może po prostu determinacji. Cieszyła się odrastającymi włosami, słońcem, deszczem, spacerem, na który czasami udawało jej się wyjść o własnych siłach. Było w niej więcej radości, niż we mnie. Mniej się zastanawiała, więcej robiła. Była w niej wola życia, której mi bardzo często brakuje i za co mi dzisiaj przed nią wstyd.

Przyszłość zależy od teraźniejszości

Doskonale zdaję sobie sprawę, że nie da zmienić się swojego nastawienia do życia z dnia na dzień. Czasami potrzebujemy porządnie dostać po głowie, żeby ruszyć z miejsca. Ale nikt nie mówił, że będzie łatwo. Sama ciągle narzekam na brak pieniędzy, czasu oraz towarzystwa, bo marzenia przecież najprzyjemniej spełniać z kimś bliskim. Wymówki ZAWSZE się znajdą, więc szkoda czasu na ich szukanie. Dzisiaj może być najszczęśliwszy dzień Twojego życia, ale jeszcze o tym nie wiesz. Dowiesz się za kilka lat, kiedy z dumą spojrzysz w przeszłość i powiesz – zrobiłem to, zawalczyłem o siebie, nie poddałem się lenistwu i marazmowi. Będziesz szczęśliwy, że wykorzystałeś swój czas najlepiej, jak potrafiłeś. Nie czekaj do wiosny, do lata, do śmierci. Nie warto żyć czekaniem! Twoja przyszłość zaczyna się dzisiaj!