5 rzeczy, które sprawiają mi dużą przyjemność

Każdy z was na pewno ma takie dni, kiedy wraca z pracy do domu i marzy, żeby w końcu odpocząć – czy to leżąc na kanapie przed telewizorem, czy biegając po okolicy – każdy potrzebuje resetu. Ja po maratonach pracy po 12 godzin i dniach, kiedy zupełnie nie mam czasu na przyjemności, robię sobie przerwę. Mam ten komfort, że mogę ułożyć sobie zmiany w pracy w taki sposób, żeby w każdym miesiącu mieć przynajmniej 5 dni wolnego z rzędu. Jest to dla mnie szczególny moment zatrzymania się w codziennym pędzie, zastanowienia czego chcę od życia i czy aby na pewno wszystko zmierza w odpowiednim kierunku. Lubię wtedy sobie trochę podogadzać.

  1. Wyjazdy z Warszawy

Ostatniego dnia pracy pakuję rano walizkę i ciągnę ją za sobą do autobusu, żeby wieczorem po pracy wsiąść do autokaru i w okolicach północy, po przejechaniu 250 km, w końcu dotrzeć do mojej rodzinnej miejscowości na krańcu Polski. Na przystanku przeważnie czeka na mnie tata, razem idziemy do domu i już od tego momentu zaczynają rosnąć mi skrzydła. Te chwile uświadamiają mi to, o czym wielokrotnie zapominam w swoich chciejstwach, pędzie życia, codziennych zmaganiach. Setny raz dociera do mnie jedno – rodzina jest dla mnie najważniejsza.

Augustów

 

2. Spacery – nie tylko w nowych miejscach

Lubię spontaniczne eksplorowanie nieznanych rewirów. Wielokrotnie wystarczy mi jakieś nowe miejsce w Warszawie lub w niedalekiej okolicy. Pamiętam pierwszy wypad do Parku Skaryszewskiego lub Lasu Kabackiego. Oprócz ciekawie spędzonego czasu ważna jest tu zmiana perspektywy. Na wszystkie problemy można spojrzeć z innej strony, może dostrzec coś, czego wcześniej się nie widziało. Poprawiają mi humor wypady do Powsina lub nad Zalew Zegrzyński. Odrywam się od rzeczywistości – problemy zostają daleko za mną. Ktoś może powiedzieć, że to ucieczka – po powrocie przecież nic się nie zmienia, problemy nadal są nierozwiązane. Nie zgodzę się z tym. Wracam z podwójnym powerem do działania.

kazimierz dolny

 

3. Kawa na mieście – przyjemność dla duszy i podniebienia!

Nie ważne czy z dawno niewidzianą koleżanką ze studiów czy w zupełnej samotności. Lubię wyjść do kawiarni, porozmawiać o życiu lub poobserwować ludzi, pogapić się na świat za oknem, pobyć ze sobą i swoimi myślami. Napić się dobrej kawy, czasem zjeść jakieś małe, słodkie co nieco. Poczytać książkę lub gazetę. Taka mała samotna randka, to balsam dla mojej wiecznie wątpiącej duszy.

kawa

 

4. Śniadanie w piżamie

Każdy wolny od pracy dzień zaczynam podobnie. Wstaję, robię kawę i jakieś kolorowe śniadanie. Później wszyscy lądujemy w łóżku. Włączam zaległy serial i na spokojnie jem, planuję, co będę robiła – nigdzie się nie spieszę, wyciszam i odpoczywam.

 

5. Książki

Gdybym tylko miała więcej pieniędzy kupowałabym każdą, która mnie chociaż odrobinę zainteresuje. Kiedyś na studiach spędzałam wszystkie dłuższe przerwy między zajęciami w okolicznych księgarniach. W pobliżu głównego kampusu UW jest ich kilka. Wodziłam wzrokiem po regałach, marzyłam, żeby kupić i przeczytać wszystko, co na nich stoi (no może prawie wszystko ;-)). Niestety przeważnie nic nie kupowałam. Zwyczajnie brakowało mi kasy, dlatego nigdy nie zapomnę, jak po zdanych egzaminach na pierwszym roku w nagrodę kupiłam sobie „Madame” Antoniego Libery. Teraz, kiedy mam pracę i mogę sobie pozwolić na odrobinę przyjemności, to przynajmniej raz w miesiącu idę do księgarni – przeglądam, oglądam, w końcu wybieram i bez wyrzutów sumienia idę prosto do kasy.

 

Oczywiście, to nie wszystko, co sprawia mi przyjemność. Jest tego znacznie więcej i to chyba właśnie o to chodzi w życiu, żeby mieć takie momenty, chwile, kiedy można się zatrzymać i zrobić coś, co pozwoli naszym skrzydłom wiary, radości i optymizmu odrobinę odrosnąć. Róbcie to jak najczęściej 🙂