Rzym – na dobry początek wiosny

Rzymu nie wystarczy zobaczyć – Rzym trzeba poczuć. Rok temu wakacje spędziłam w Grecji i nie ukrywam, że po powrocie miałam lekki niedosyt antyku. Oboje z M. zdecydowaliśmy – wiosną jedziemy do Rzymu!  W styczniu kupiłam tanie bilety na samolot i już w kwietniu stolica Włoch stała przed nami otworem.

Od pierwszych chwil wiedziałam, że 4 dni to stanowczo za mało, żeby poznać to niezwykłe miasto. Jednak nawet tak krótki pobyt wystarczył, żeby się w nim rozsmakować. Nie będę pisała, że koniecznie musicie zobaczyć Fontannę di Trevi czy Schody Hiszpańskie. Nie będę was też zachęcała do odwiedzenia Muzeów Watykańskich i Koloseum. Nie powiem, gdzie macie spać, jeść i kupować pamiątki. Spróbuję opowiedzieć, dlaczego swój rzymski początek wiosny, będę wspominała jeszcze bardzo długo.

Rzym – bez tłumów i bez pośpiechu

Strzałem w dziesiątkę niewątpliwie był wybór terminu. Przed wyjazdem wszyscy straszyli mnie długimi kolejkami do muzeów, tłumami na ulicach, niebotycznymi cenami i wysoką temperaturą. W myślach już wyobrażałam sobie jak zmęczona gorącem i wielogodzinnymi kolejkami zadaje sobie pytanie, jak mogłam wpaść na tak genialny pomysł i odwiedzić wieczne miasto akurat w sezonie?!. Na szczęście mroczne wizje się nie spełniły. Na pewno nie bez znaczenia było to, że wszystkie możliwe bilety wstępu kupiłam wcześniej przez internet. Dzięki temu miałam dużo więcej czasu na bezcelowe spacery, bez biegania z wywieszonym językiem i odhaczania zabytków. Pogoda dopisała – było ciepło, ale nie nieznośnie gorąco. Zatem jeżeli planujecie wypad do Rzymu – zdecydowanie polecam kwiecień.

Baza wypadowa

Kiedy wyjeżdżam, lubię odpocząć. Na co dzień mieszkam w Warszawie, więc betonu, tłumów i gwaru mam już powyżej uszu. Dlatego, jak szukałam noclegu w Rzymie, zależało mi na tym, żeby było tanio, na uboczu i blisko metra. Mieszkanie w centrum Wiecznego Miasta na pewno ma swoje uroki, ale tym razem zrezygnowaliśmy z hotelu na rzecz pokoju w apartamencie na uboczu – niedaleko Bazyliki św. Jana na Lateranie. Do metra szliśmy 5 minut spacerem, wsiadaliśmy do pociągu i po 10-20 minutach byliśmy w Watykanie lub innym interesującym miejscu. Dwukrotnie wracaliśmy do domu pieszo, żeby spacerując i błądząc zobaczyć jak najwięcej. Zapewniam was, że im mniej było planowania, tym było ciekawiej. W tak krótkim czasie i tak nie da się zobaczyć wszystkiego.

watykan

Watykan i Awentyn

Największe wrażenie zrobiły na nas dwa miejsca. Watykan – must have! Jedno z najmniejszych państw świata, miejsce urzędowania papieża, zapierająca dech w piersiach i ogromna bazylika, niezwykły widok z kopuły na cały Rzym. Byliśmy pod ogromnym wrażeniem i przez cały pobyt przyjeżdżaliśmy tam praktycznie codziennie 🙂

Kolejne miejsce odkryliśmy zupełnie przypadkiem. Jestem ogromną fanką ciszy i spokoju, więc śmieję się, że wzgórze Awentyn przyciągnęło mnie jak magnes. Nie spodziewałam się, że w tak gwarnym mieście można nagle poczuć się odciętym od otaczającego zgiełku. Niewielu turystów spotkaliśmy po drodze, równie niewielu było na miejscu w kościele św. Sabiny, gdzie można na chwilę przysiąść i w końcu usłyszeć własne myśli. Dwa kroki dalej znajduje się klasztor Benedyktynów – na jego teren nie można wchodzić, ale mimo wszystko pod bramą ustawiają się turyści. Dopiero jak doczytaliśmy w przewodniku, że przez dziurkę od klucza można zobaczyć Bazylikę św. Piotra, sami zaciekawieni ustawiliśmy się w małej kolejce.

Awentyn

Antico Caffe Greco

Powiem szczerze, że nie rozumiem fenomenu Fontanny Di Trevi i Schodów Hiszpańskich. Widzieliśmy je, ale tylko w przelocie, szukając drogi do najstarszej kawiarni w Rzymie. Przychodzili tu m.in. Byron, Goethe i Andersen(!). Co więcej, być może, któryś ze swoich wierszy napisali tu Adam Mickiewicz i Juliusz Słowacki(!). Miejsce bardzo klimatyczne, pełne pamiątek i dzieł sztuki. Jeżeli oglądaliście film O północy w Paryżu, to siedząc w tej kawiarni z całą pewnością można poczuć się jak w podróży w czasie. Miałam wrażenie, że dosłownie w każdej chwili obok mnie mógłby usiąść znany pisarz bądź poeta i jak gdyby nigdy nic zacząć tworzyć jakieś arcydzieło! Spędzony tym miejscu czas warty był każdych pieniędzy… a ceny do najniższych nie należały – zjadłam najdroższe tiramisu w swoim życiu 😉

DSC_2941

 

Rzym okazał się pierwszym, zagranicznym miejscem, które na pewno jeszcze raz odwiedzę. Przecież wszystkie drogi prowadzą do Rzymu 🙂