Spełnij marzenia i zostań bohaterem SWOJEGO życia!

Musisz skończyć studia. Musisz znać perfekcyjnie angielski, a najlepiej jeszcze jakiś inny język – może chiński?! (nie może to być jakiś tam hiszpański czy niemiecki – chiński robi wrażenie!). Koniecznie musisz pracować w super korporacji, ubierać według najnowszych trendów, a na wakacje jeździć w takie miejsca, żeby znajomym z pracy kopara opadła. Pomijam fakt bycia na bieżąco z nowinkami technologicznymi – najnowszy model telefonu to niezbędne minimum. Tylko co z tego, skoro jesteś recepcjonistą i nikomu nie jesteś w stanie zaimponować nawet jeśli staniesz na rzęsach? Gdzie jest miejsce na TWOJE marzenia?

Na każdym kroku słyszę, że żyję w świecie ogromnych możliwości, więc muszę z nich korzystać! Nasi rodzice podobno nie mieli już aż tak dobrze – podróże za granicę były ciągle w sferze niespełnionych marzeń, w szkole uczyć można się było znienawidzonego wtedy rosyjskiego, a o studiach mało kto myślał, bo mając tylko maturę można było dostać niezłą pracę. Ludzie kończyli szkołę, zakładali rodziny, co sprytniejsi kupowali mieszkania – niby czasy były trudne, bo komuna, puste półki w sklepach, wszystko na kartki, ale jakoś nie słyszałam, żeby ktoś z pokolenia moich rodziców spłacał kredyt zaciągnięty na 30 lat.

W zgodzie ze sobą

Możliwości, które daje nam współczesny świat są niezwykłe – nie neguję tego. Bardzo się cieszę, że mogę wsiąść do samolotu i bez żadnych przeszkód lecieć na weekend do Londynu czy Paryża. Kilka lat temu mogłam wybrać kierunek studiów, który mnie maksymalnie kręcił, więc przez 5 lat czułam, że jestem na swoim miejscu. Chociaż nie ukrywam, że ogromnym ryzykiem był wybór filologii polskiej, kiedy rosło zapotrzebowanie na absolwentów kierunków ścisłych. Wielkiej odwagi i siły charakteru wymaga podjęcie decyzji o kroczeniu swoją własną, niewydeptaną ścieżką. Cenię sobie fakt, że pomimo licznych dobrych i złych rad udzielnych przez innych, zawsze mogę podjąć moją własną decyzję. Nawet jeżeli na końcu drogi okazuje się, że była zbyt idealistyczna. Wszystko ma swoje wady i zalety – ciemne i jasne strony. Dla mnie najważniejsze jest to, żeby żyć w zgodzie ze sobą, a z gąszczu możliwości dzisiejszego świata wybrać to, co chcę. Pomimo konsekwencji.

marzenia

Presja i depresja

Każdemu, nawet mi zdarza się wątpić i błądzić. Czasami zbaczam z wyznaczonej sobie ścieżki, zawracam i, próbując ominąć przeciwności losu, pokonuję dwa razy dłuższą drogę. Wielokrotnie chciałam się poddać, bo przygniatała mnie zewnętrzna presja. Widziałam znajomych, którzy pędzili autostradą do zawodowego i osobistego sukcesu, a ja czułam, że zostaję daleko w tyle, bez szans na miejsce na podium. Pogrążałam się w smutku i frustracji. Błądziłam w gąszczu sprzecznych planów, starałam się zasługiwać na podziw, robiąc rzeczy, które nie sprawiały mi satysfakcji. Załamywałam ręce, bo ciągle czułam, że rozczarowuję najbliższych, którzy oczekiwali ode mnie SUKCESU, który kojarzy się z pieniędzmi, prestiżem, władzą. Jeszcze wtedy nie wiedziałam, że wzorując się na czyjeś drodze, nie dobiegnę do mety. Bo każdy ma swoją drogę, swoją metę, swoje własne podium i szansę na złoty medal.

long-road-ahead

Przekraczanie granic

Musze jednak przyznać, że presja z zewnątrz ma jedną ważną zaletę. Bywa motywująca. Często nas stopuje, ale zdarza się też, że popycha do przodu. Oczywiście nie zawsze w pożądanym kierunku, ale przynajmniej pomaga nie osiąść na laurach, skłania do przekraczania naszych własnych granic, pobudza do wychodzenia z cieplutkiej i milutkiej, ale odrobinę nudnej, sfery komfortu. Presja pomaga zrobić pierwszy krok. Kolejne etapy to ciągłe wybory między tym czego chcę ja, a tym czego oczekują ode mnie inni. Sukces będzie sumą wszystkich decyzji. Wystarczy, że sobie zaufasz!

„(…) zaufanie do siebie. To jeden z największych życiowych kapitałów: ufać sobie, dam radę.
– A jak nie?
– Dam.
– A jak nie?
– Dam.
– A jak upadnę?
– To się podniosę.
– A jak się nie podniosę?
– To sobie poleżę”.
                                                                                                                                                          Jacek Walkiewicz

 

  • Ula z prostoofinansach

    Zaufanie do siebie powinno być jednym z podstawowych uczuć, nie wiedzieć czemu często tak nie jest…. Masz rację, można sobie poleżeć i odpocząć, przed kolejnym podejściem 🙂

    • Byle tylko to leżenie nie przedłużało się w nieskończoność. Granica między nabieraniem siły przed kolejnym podejściem, a poddaniem się i brakiem nadziei bywa prawie niezauważalna. Grunt to nie zatracić się w bezczynności 🙂 Dzięki, że jesteś 🙂 Pierwszy komentarz na tej pustyni!